Co się stanie, jeśli raz sie gdzieś na moment zatrzymamy, schylimy, jeśli skręcimy w prawo zamiast w lewo? Czy możemy w ten sposób zwichnąć sobie życie, czy raczej pchniemy je na właściwe tory?
Był taki film z Gwyneth Paltrow "Sliding doors", główna bohaterka przyłapała swego faceta na zdradzie i zapoczątkowało to w jej życiu szereg zmian. Ale historia toczy się dwutorowo, bo jej wersja beta spóźniła się na metro, tytułowe drzwi pociągu zatrzasnęły jej się przed nosem i nie zdążyła wrócić wcześniej do domu, by nakryć niewiernego partnera w akcji. I równoległa narracja przebiega kompletnie inaczej. Jak? Trudno powiedzieć, która opcja to ta lepsza, wygrana.
I tak zastanawiam się ile razy w życiu jakieś głupstwo wpływa na nasz los. Jak bardzo potrafi nam zmienić życie jakis jeden moment: wyładowana komórka, guma przyklejona pod butem, zacięty zamek, grzebanie w torebce o sekundę dłużej, czyjeś: "dzień dobry! A nie, przepraszam, pomyłka"...
Znajoma opowiedziała mi swoją historię i zastanawiałyśmy się, co zadecydowało, że zamiast mieszkać za granicą z Johnem, została z Giannim (Janem, Jaśkiem po swojemu).
W jednym czasie poznała Johna, ktory do jej firmy przybył na czasowy kontrakt jako zagraniczny konsultant i Jaśka, ktory zmieniał działy. Z Johnem było magicznie i uroczo, choc widmo rozstania i związku-na-odległość wisiało nad nimi i ciążyło (północ Europy). Jasiek był na miejscu, charyzmatyczny i adorujący. Swój. Została z nim i byli burzliwym związkiem, każdego dnia dużo pracy, utarczek i kompromisów. I tak dywagowała, czy nie popełniła błędu. I czy teoretycznie lepszy, prostszy, łatwiejszy wybór - Jasiek - nie okazał się jednak nietrafionym?
I niesamowite jest to, że takich historii jest wiecej. I na Krecie, i w Pl.
Dawna historia: jedna znajoma znalazła się na podobnym rozdrożu: dwóch facetów, jeden mieszkał daleko w A., a drugi jeszcze dalej w B. Obaj poznani w podobnym czasie, choć niezależnie od siebie, to przez tych samych (!) wspólnych znajomych, obaj czarujący i zajebiści. Ten, co mieszkał w A. poznał wówczas rownolegle inną dziewczynę, u siebie, a ten co mieszkał bardzo bardzo daleko w B. wydawało się, ze kilometry mu nie wadzą, był uparty i wytrwały. I tak ten, co był bliżej wybrał jednak partnerkę miejscową (a może został wybrany i został z nią w A.), a nasza zainteresowana odważnie postanowiła, że jej odległości nie przeszkodzą w drodze do spełnienia i podążyła hen za głosem serca do B.
Potem kiedy B. okazywało się ślepym zaułkiem w strasznej dupie i bywało jej ciężko na duszy, a gdy na dodatek były-niedoszły znajomy z A. rozstał się ze swoją miejscową, to ta moja znajoma rozkminiała intensywnie, czy jednak nie popełniła błędu i czy jednak to nie B. a A. był właściwym wyborem? Albo czy właściwszym może tylko odrobinkę? Może trzeba było bardziej powalczyć o A.?
Zwariować można!.. Skąd to wiedzieć? Gdzie mamy podgląd świata równoległego, by sie o tym przekonać?? Czy A. też kiedykolwiek dumał, czy z dwóch poznanych w jednym czasie panien wybrał właściwie? Czy wielu z nas ma takie dylematy czy jednak wolimy skupiać się na dokonanych wyborach, na tu i teraz i na przyszłości?
Wierzę, że czas wszystko zweryfikuje (karma is a bitch, oliwa sprawiedliwa na wierzch wypływa, co komu przeznaczone-to na drodze rozkraczone..) i że ostatecznie bedzie tak, jak ma być - najlepiej. Dla wszystkich.
Jak nie w tym życiu, to w przyszłym. Ale każdy bedzie szczęśliwy, spełniony i na właściwym miejscu.
Jak pomyśle, że zamiast na Kretę z miłośnikiem rowerów, byłam o włos od przeprowadzki na np. Wyspy Owcze czy inną Szetlandię z hodowcą podbiegunowych owiec, to dziwnie tak jakoś.. uff
Everything gonna be alright in the end and if it is not alright
It means it is not the end yet!