Showing posts with label cwaniak. Show all posts
Showing posts with label cwaniak. Show all posts

Saturday, January 30, 2016

Życie na Krecie: co boli, co wkurza, co bywa niefajne?

Zakochana w Janim i w wyspie Korfu Dorota (coraz popularniejsza Salatka po grecku) zamknęła rok 2015 m.in. postem nt przywar greckich. Miałam wówczas całkiem sporo do powiedzenia i upuściłam żalu, bezsilności i niezrozumienia dla niektórych greckich postaw TU. Dostałam swojego pierwszego hejcika nawet:

Anonim: Ale wiele przesady w tym poście. Same negatywny. Byłam na Krecie wiele razy i nic takiego nie widziałam. Wyczuwam jakieś kompleksy.

:D Cóż, pani Anonim nie wyłapała nutek sarkazmu, ironii, ani przede wszystkim tego, że odpowiedziałam po prostu na post zatytułowany CZEGO NIE LUBIĘ W GRECJI, gdzie logicznym jest pisanie o negatywach. Za niezgodność z tematem oblewa się maturę z polskiego. Druga sprawa, że każdy ma własny sposób na wakacje i być może jednak pani “byłam na Krecie wiele razy” wie, bo tu wpadała urlopowo i załatawiała grecki pesel, nip, zus, fiskusa... przeprowadzała remonty, zakładała działalność, przeżyła zimowe załamania pogody, wysłała dziecko do szkoły i wie, że przesadziłam, że targają mną kompleksy jakieś. (Jakie?..)
Inaczej będzie się rysować obraz Polski Anglikowi na wakacjach w Krakowie w hotelu Pod Różą, a inaczej, gdy przyjdzie mu zostać np. Nativem w gimnazjum na Nowej Hucie i załatawić sobie samemu różne formalności. 

Ponieważ jednak ów zjadliwy tekst jest długi, rzeczowy i drobiazgowy, no i jest moim osobistym komentarzem, to bez rzeźbienia od nowa, wklejam go poniżej w całości. Punkty są Doroty, ja się do nich ustosunkowałam: 

Mieszkam i pracuje w Grecji 3 lata. Mój punkt widzenia jest dość specyficzny i subiektywny, bo:
moim partnerem NIE jest Grek, 
nie weszłam do greckiej familii;
mieszkam na Krecie, w małej mieścinie; na końcu Europy;
pracuję na własny rachunek, w branży turystycznej;
bardziej niż w greckim, obracam się w mieszanym środowisku ex-patsów;
bardziej niż hellenofilką staję się każdego dnia coraz lepszą specjalistką od międzykulturowości, relacji interpersonalnych i multi-etno-koegzystencji.

Znajoma, ktora weszła w grecką rodzinę, ma tu biznes, wychowała dzieciaki i generalnie jest tu jej dobrze, mówi dość dosadnie o lokalsach (czyli kreteńskich małomiasteczkowych sąsiadach, rolnikach, farmerach, pastuchach, rybakach i drobnych przedsiębiorcach), że są jak dzieci: uparci, trudni, zaparci, nie uczą się na błędach (bo przecież ZADNYCH nie popełniają!), że nie myślą o przyszlości, że pieniądze z UE przejedli, przebalowali, że zamiast inwestować w panele, szkolenia, edukacje, itp długoterminowe inwestycje, pobudowali na szybko zbyt wielkie hale, pokupowali auta do floty przekraczającej ich potrzeby, itd… a wszystko dlatego, ze kuzyn ma firme budowlaną, a szwagier jest dilerem aut… I najważniejsze, zeby DZIŚ wszystko zostało w RODZINIE, a jutro się zobaczy.Na początku raziły mnie jej sądy, z czasem muszę przyznać …. sporo racji. Oczywiście są też doskonale obyci i wykształceni Grecy, którzy np. nie wyrzucają plastikowych śmieci z jadącego auta, którzy mają gust i zamiłowanie do piękna oraz ładu i w domach mają klosze a nie tylko wiszące z sufitu kable z nagimi żarówkami (popularne w malych kreteńskich wioskach!!), którzy uczą się, rozwijają i używają internetu do czegoś innego niż tylko gry na fejsie… ale o tym na końcu. Póki co rozliczając sie z postulatami Doroty:
Ad.1. Brak  otwartości na świat…

Polaczylabym to z pkt 6: tradycjonalizmem: a skad sie to bierze?.. z wąskich horyzontów, słabiutkiej edukacji, z geograficznych uwarunkowań – Grecja jest na końcu Europy, rozstrzelona po skalistych wysepkach. Przeprawa z wyspy na ląd to już jest hoho, a co dopiero jakaś tam otwartość na odległa, mglistą, zimną Północ! 400 lat tureckiej okupacji, czyli jakieś 16 pokoleń, zrobiło swoje. Ten ostatni wiek wolności tego tak szybko nie odkręci. W Pl widać jak po 123 latach zaborów rozwinąl sie zachód, a gdzie pozostał zaniedbany wschód kraju i jak bardzo stara się nadgonić i jak wszyscy się żachają na głośne mówienie o Polsce B – Tak większa częśc Grecji po 16 pokoleniach tureckiego okupacyjnego zaniedbania i wyzysku jest właśnie Grecją B, C i D.



Ad.2. Bardzo osobiste pytania są tu na porządku dziennym…

Powiedziałabym, że Grecy balansują na granicy ciekawości a wścibskości. Nie znoszę, więc rykoszetuję te pytania, „nie rozumiem” języka i olewam najczęściej.

Ad.3. Nigdy nie wiesz, kiedy i gdzie nagle będzie strajk!…

Na moim kreteńskim zadupiu spotkałam się raczej z opcją: nie wiesz, gdzie strajkują i wcale cię to nie obchodzi! Tu wszyscy zawsze pracują, od kwietnia do końca października pracuje się 7 x 14h i nikt o głupotach nie myśli. Czasem się okaże, że akurat nie jeżdżą autobusy, albo bank zamknięty, czy jakieś urzędy, ale to odległe echa kontynentalne i życie na Krecie toczy się swoim CMT: cretan maybe time. Ale – ponieważ pkt 4 – to i tak, gdziekolwiek człowiek wyruszy coś załatwiać, zawsze się wcześniej upewni, że pracują.

Ad.4. Nie tyle przeszkadza mi biurokracja, co niekompetentni urzędnicy…

To mogła tylko napisać Polka!! :D Niemcy, Holendrzy czy Angole dosłownie mdleją na myśl o greckich urzędach, dla nich to jakiś Monty Python z odległej galaktyki. Słyszałam boskie historie o ex-patsach, którzy po prostu prysnęli w ciągu nocy, zerwali kontrakty, negocjacje i spieprzyli daleko, bo biurokratyczna maligna ich po prostu przerosła. O dużych inwestorach, którzy zrezygnowali po wielomiesięcznych negocjacjach, bo tkwili w tym samym punkcie, co na początku… W Polsce mieliśmy podobny burdel, jednak z dumą obserwuję jak z roku na rok to się zmienia. Te panie, które „komputra nie znajom”, którym petent wiecznie przeszkadza w przerwach na kawusię w Pl zanikają powoli, ale tu wygląda to ciut inaczej. Oni są w większości mili i grzeczni, zawsze powtarzam, że jedziesz 70 czy 80 km w 1 strone do Urzędu, tracisz na to cały dzień, gówno załatwisz, ale wracasz przynajmniej z uśmiechem na ustach, do kolejnego razu, bo pani A podała zupełnie inne wytyczne, niż będzie to weryfikować pani B… Grecki księgowy i prawnik to podstawa, ale do tego musi być wyszczekany i umieć urzędników zastraszyć, zakrzyczeć i przegadać, bo przepisy, legislacje, wytyczne itp, są tak skonstruowane, że „na dwoje babka wróżyła”. Połowa tej urzędniczej, świetnie zarabiającej armii na ciepłych posadkach powinna wylecieć z hukiem. Przez telefon czy mailowo – niczego sie czlowiek nie dowie, ani nie zalatwi. Myślalam, ze to dlatego, żem nie Greczynka, ale nie. Lokalsi przechodzą to samo piekło.

Ad. 5. W Grecji trudno jest cokolwiek ustalić…

To prawda, patrz powyżej, jakkolwiek, osobiście na to aż tak nie narzekam, albo sie da, albo nie. Troche cierpliwości jest potrzebne. Ale o dziwo, to się kręci; na ten punkt Doroty aż tak nie mogę narzekać, nie nie ;)

Ad. 6. Grecki tradycjonalizm…

Vide pkt 1. Ten tradycjonalizm niebezpiecznie trąci zaściankiem, betonem, wstecznością… Tracą na tym sami zainteresowani ofkors. Lepsze wrogiem dobrego. Póki wisi, niech wisi, spadnie samo, to wiatr zawieje. Znasz pojęcie „shabby chic”? No tu mają „shabby”, ale już zdecydowanie bez „chic”. Powtarzam, że to wina chyba głównie tragicznej edukacji i tendencji do uporczywego trzymania, co się ma, bez szukania innych możliwości. Coś jak super przejaskrawione i wyolbrzymione nasze powiedzonko: „lepszy wróbel w garści, niż kanarek na dachu”. Jak ojciec wybudował dom, to syn będzie podobnie klepać. Nie wspomnę o szkole, targach, czy podróżach, ale taki syn nawet nie poszpera w sieci, by zobaczyć, czy od ostatnich 20 lat zmieniły się rozwiązania, czy może weszły na rynek nowe narzędzia, materiały, itp… po co?

Ad. 7. W typowym greckim domu nie ma centralnego ogrzewania…

To jest bardzo delikatny temat, który wywołuje u mnie bardzo szybko dziką furię i unikam dyskusji o budownictwie z Grekami, bo mogę ich tylko bardzo obrazic…. W tym klimacie, z masą kamiennego budulca i pokladami doskonałej gliny, słońcem przez 330 dni w roku, porą suchą i intensywną porą deszczową, mieszka się w niewyizolowanych, pustakowych mieszkaniach, nagrzanych latem, przeraźliwie zimnych i zawilgłych zimą, wiecznie pozalewanych, pozaciekanych, gdzie nie ma kontaktów elektr. w łazience, bo przecież branie prysznica wiąże sie z zalaniem całej dziupli, a źle wypoziomowane podłogi zatrzymują stojącą wodę na długo. Oczywiście nigdzie nie widziałam TERRAKOTY na podłogach, miłej, cieplej, naturalnej izolacji z lokalnego budulca (jak we Fr, Wloszech, Hiszpanii czy Meksyku), tylko wszystko jest wykafelkowane!! brrrr… brzydkimi, tanimi, chamskimi, lodowatymi kafelkami. Od czasu zamieszkania tutaj znienawidzilam kafelki całym sercem. Wszystko jest źle i tragicznie pobudowane. (ekipy budowlane to ofkors wujkowie, kuzyni, szwagrowie i znajomi królika….). Raz na moją delikatną awanturę, jak to w wynajętym domu przecieka dach, tak, że kapie po całym poszyciu, tak że musielismy ewakuwoać sie SPAĆ pod stół do kuchni, dostałam stoickie wyjaśnienie: -No tak, trudno, opady wyjątkowo intensywne, a dach stary, więc ma prawo przeciekać.. -Jak stary jest ten dach?!? -No, z dziesięć lat już ma, może dwanaście.” (WTF?!?!) W tym klimacie można by mieć spokojnie dom bez ogrzewania, odpowiednio wyizolowany, z oknami od właściwej strony, z panelami słonecznymi grzejącymi wodę oraz prądotwórczymi (sorry, nie znam fachowego polskiego słownictwa…fotowoltaniczne?..), zbiornikami na deszczówkę itp. W Polsce się śmieją, że buduje sie z Muratora, wszyscy wedle jednego kijowego najtańszego planu. Tu – buduje się w ogóle BEZ planu. Ech… temat rzeka. Tak czy inaczej, po mieszkaniu w kilku miejscach, nigdy bym nie kupiła tu ani domu, ani mieszkania, tyko spłachetek ziemi i wybudowała chatę od podstaw, z normalnymi rurami, izolacją, z tzw. lufcikami i wywietrznikami, z rynnami (!), zbiornikiem na deszczówkę, z wejściem od najmniej wietrznej strony, przy użyciu tak ekstrawaganckich narzędzi jak np poziomica!!!

Ad 8. Karaluchy i inne robactwo…

W hotelu, który prowadze co dwa miechy robi się oprysk (3-4 razy na sezon, specjalistyczna firma), sporadycznie karaluchy gdzieś probują się przebić, (od sąsiada, który się tym nie przejmuje i ich nie exterminuje), poza tym łowna kicia załatwia sprawę myszy, plus pułapki i trucizny (niczego żywego hasającego po kątach nie widziałam), kicia załatwia niestety również ptaszki… Hotel stoi na obrzeżach miasteczka, nie ma super miejskiej zabudowy, ale nie ma tez obok farm pod płotem. Dorota, tam gdzie mieszkasz pobliskie hotele i restauracje MUSZĄ robić takie opryski, więc możesz się dowiedzieć o firme i koszt (na 20-pokojowy hotel wypada jednorazowo ok. 150 e) Lawenda, mięta w donicach przy wejściu, regularnie miętoszone też pomagają. Takich skolopendr jak opisujesz tu na szczeście nie widzialam, pojawiają sie pająki, czy gekony, ale wszystko w granicach normy ;) Kot, najlepszy jest wredny, spasiony, łowny kot. Zatłucze wszystko, co się da.



Do punktów Doroty dodam jeszcze kilka swoich własnych smaczków. Ale to po przerwie :)
Zamieszkałam tu przypadkiem, tak wyszło biznesowo (co akurat wskazuje na lekką nierówność pod mym sufitem: zaczynać coś w turystycznej branży w tak niestabilnym czasie, w tak pokręconym kraiku jak Gr, ale ewidentnie sprawia zarazem, że jakoś tu pasuję). Nie miałam żadnych wyobrażeń, oczekiwań i wizji raju. Ot, zakasać rękawy i zasuwać. Robić swoje jak najlepiej i jak porządniej, nikogo nie sluchać. Trzymać swoje standardy. Bo jak się rozejrzę, to jedynymi ludźmi, odnoszącymi sukcesy są ci, którzy dużo podróżowali, kształcili się za granicą, zdobyli nowe nawyki, rozwinęli się, którzy weszli w mieszane związki, ci, którzy prowadzą legalne biznesy, ci którzy płaca podatki, którzy odpisują na służbowe maile w ciagu 24-48h (sic!!!!) i używaja komputera nie tylko do grania, ale również i do pracy…



Friday, October 23, 2015

Jesienna szczypta hejtu ku serc rozgrzaniu

"Facet o mentalności chłopa z przed I wojny światowej; zwykła źwinia bez żadnego wnętrza rozpędzona w kierunku celebryty; mysli ze opluwaniem Polski sie wybije; Ten wywiad jest szkodliwy; CHyba, ze mu Niemcy zaczeli placic za opluwanie Polski; Z gadki tego pana to bym powiedział że jego rodzicami byli żydzi; Może koleś ma zatwardzenie? A co kogo obchodzą wynurzenia jakiegoś sfrustrowanego nieudacznika?" 
To komentarze czytelników Onetu będące reakcją na wywiad ze Szczepanem Twardochem. Sorry, skopiowane, więc PiSownia (oops!sic!) oryginalna. Musiałam się z nimi zapoznać, korciło mnie jak bardzo zostanie obluzgany zadowolony z siebie mąż i ojciec, który robi to, co kocha i mu za to jeszcze płacą. Iskry, a wręcz płomienie zazdrosnej nienawiści poszły wysoko i szeroko. Akurat w taki zachmurzony, ciepły, choć podlany mżawką poranek to ciekawa lektura, skłaniająca do refleksji. Które z poniższych cytatów Twardocha "urzekły" czytelników-patriotów-prawdziwych-poważnych-uczciwie-pracujących-Polaków mogę tylko zgadywać: 
"Bardzo cieszę się z tego zakresu mojej wolności i niezależności od państwowych instytucji; Ojczyzna jako narracja, idea, wyobrażone historie i mitologie – to nie jest mi do niczego potrzebne; Za tydzień pojadę do Toskanii i będę tam sobie siedział i pracował, aż mi się znudzi; Będę sobie siedział pod Volterrą, pił wino, jadł makaron z truflami i porchettę, i pisał książkę; Żyję wygodnie, robiąc to, co umiem i kocham robić; Nikogo nie wyzyskuję, ani nie jestem wyzyskiwany; Nie lubię dzieci. Wyjątek robię dla moich synów, siostrzenic, dzieci paru przyjaciół – i koniec".
Pudelek jak zwykle okazał się niezawodny i podsumował jak (nie)należy, a chodziło o kwestię reklamowania Mercedesa i czy pisarzowi wypada taki szpan... 
Szczepan przed i po. Metamorfoza własna. Zestawienie Pudla. 

Friday, September 5, 2014

Gdzie diabel nie zaparkuje, tam Greka posle


Do greckiej jazdy mam ambiwalentny stosunek. Z jednej strony podziwiam ich koordynacyjne umiejetnosci i reflex. Co wyprawiaja kierowcy autobusow z tymi machinami - szacun! Z drugiej strony nonszalancja i brawura u innych doprowadzaja mnie do goraczki - co najczesciej dzieje sie w gesciej zaludnionych skupiskach. Grek po prostu musi zaparkowac dokladnie pod sklepem, niewazne, ze zablokuje przejazd, inne auto, przejscie, nic niewazne. Nie ma mowy, by przejsc piec krokow, wjechac za zakret, poszukac wygodnego, bezpiecznego parkingu. Wygodne znaczy pod samym nosem. Musi wysiasc natychmiast, nie patrzac w lusterko, czy ktos go wlasnie nie omija. Grek (czy Greczynka, w tej kwestii absolutne rownouprawnienie) musi gadac przez komorke w krytycznym momencie manewrowym na drodze, a do rozmowy - wiadomo, fajeczka. 
Wiec jak widze gadajaca kudlata panne w gigantycznych czarnych okularach, z fajka w lewej rece, z komorka w prawej, ktora wbija na rondo, czy lawiruje na skrzyzowaniu, to ja ustepuje w mgnieniu oka. 
Chodniki sa dla kafejek, chodzi sie po ulicach i to nie gesiego, bo nie mozna wtedy gegac, o nie! Trzy babcie musza isc obok siebie, by swobodnie plotkowac, a ze blokuja pas ruchu? ojtam, ojtam. 

Pickupersi, ci nieokrzesani kierowcy obitych, obloconych pickupow z gorskich wiosek, ci pasterze i farmerzy, ktorzy w otwartym terenie, na bezludziu jezdza szybko, pewnie i bywaja pomocni w razie "w", w miastach, na tlocznych ulicach zamieniaja sie w najbardziej irytujace bestie szos, majac w nosie wszystkich i wszystko, z bezpieczenstwem i przestrzeganiem jakichkolwiek przepisow na czele. Odnosze tez wrazenie, ze niektorzy zainspirowali sie Harrym Potterem i wydaje im sie, ze prowadza ten powiesciowy magiczny autobus, ktory kurczy sie i wciaga przy ciasnych przejazdach. 

Wednesday, September 3, 2014

Brak kapitalistycznego kopa

Oczywiscie, ze zly jest agresywny kapitalizm, komercja, korporacje i sieciowki pozerajace malych graczy, ale czasem jakis wstrzas i zdrowa konkurencja przydalyby sie niektorym, zapadlym w ekonomiczny letarg Grekom, wbrew wszelkim prawidlom tkwiacym jak jakies zaskorniaki w tkance miast i miasteczek. Chodzi mi dokladnie o te male dziwne sklepiki z towarem sprzed dekady, o te kafejki i bary z podla kawa czy reinkarnujacym sie kotletem. Ich wlasciciele sa wlascicielami calego budynku. Pradziad mial oborke w centrum wsi, czy przy glownej ulicy, a teraz to hotelik, kawiarnia, sklep czy taverna prowadzona przez potomka, ktory nie ma tego biznesu dlatego, ze chcial / marzyl / wyuczyl sie fachu, ale dlatego, ze nie mial innego pomyslu, spapugowal po sasiedzie i tak jakos sie kula.

Gdyby musial placic czynsz, wowczas sprzedaz 5 kaw dziennie, przeterminowanych baterii, czy 1 pary (o ile w ogole) dziwnych chinskich klapkow vintage nie bylaby wystarczajaca. Gdyby musial sie z tego biznesu utrzymac - szybko poszedlby z torbami, dla dobra ogolu, ustepujac miejsca komus, kto chcialby i musial sie wykazac i np. nie serwowalby klientom jedzenia po pijaku, czy z czarnymi obwodkami pod paznokciami. Gdyby mu sie marzyl hotel, wzialby kredyt, wyremontowal, dbal i zabiegal, promowal sie w sieci, a tak - jak ma chlop po prostu kilka pokoi wiecej, to wywiesi na balkonie opipialy szyld rent rooms i czasem ktos wpadnie z lapanki, a ze na jedna noc, bo w pasterskim szalasie byloby wygodniej, bo nie ma cieplej wody i toaleta zapchana? No coz, wlasciciel budynku z torbami nie pojdzie a kilka razy jak wpadnie te 25,00 czy 30,00 Euro - spoko, why not?
Smierducha, o ktorej juz kiedys wspominalam zagadnela mnie raz, ze jak mam turystow, zebym do niej przyslala, bo ona ma ladny hotelik, z pieknym widokiem. Coz, widok wazny, ale by go podziwiac turysta potrzebuje tez czystych szyb, mozliwosci posadzenia tylka na czyms, co ma 4 stabile nogi oraz przyzwoitego lozka, w ktorym nie dostanie parchow.
Powrot do rzeczywistosci, kop na otrzezwienie i zakasanie rekawow - to naprawde nie boli.

Friday, August 29, 2014

Uwazaj, kogos sie radzisz w temacie wakacji

Mozemy wyroznic nastepujace kategorie ludzi podrozujacych:
Golabki, Rekiny i Dulszczaki

Golabki Wolnosci i Pokoju
Ciezko na nich cos zarobic. Podrozuja za minimum, samowystarczalnie, skromnie i przygodowo. Rowerem, pieszo, publicznym transportem, zapakowani jak dromadery, sa malo wymagajacy, maja czas, otwarte oczy i najczesciej serca. Chetnie przyjma kazde zaproszenie na poczestunek. Rano zrobia sesje jogi, przy kawie w kawiarni posiedza 3 godziny, zeby pokorzystac z WI-Fi i pogadac z lokalsami, a wieczorem poplywaja nago na odludnej plazy i zrobia sobie piknik z winem, chlebem i tunczykiem z puszki i jest ok. Wegetarianie, hipsterzy, studenci, ludzie alternatywni, kontestatorzy, zieloni, buddysci, pacyfisci, a czasem po prostu podstarzali harcerze lub ucywilizowani nieco anarchisci. Przedstawiciele wolnych zawodow, aktywni i zywotni emeryci cieszacy sie wolnoscia.
Poznalam Meksykanina, ktory robi rok Eurotrip po porzuceniu pracy w korporacji w swoim kraju, goscilam na kolacji joginke z swym facetem, podrozujacych przez swiat na rowerach, krzepcy emerytowani Kanadyjczycy uciekajacy przed zima na poludnie Europy obgadywali ze mna rowerowe mozliwosci na Krecie, gdzies jeszcze po drodze napatoczyli sie polscy artysci z Londynu, w kolorowych pampasach, podrozujacy autobusami z dwojka malych dzieci i z plecakami. Wszyscy ci ludzie sa w tej podrozy autentyczni. Podrozuja skromnie, bo musza albo tak wlasnie lubia a do przehandlowania z lokalsami i innymi podroznikami oferuja swoj czas, ciekawe opowieci i dobre emocje, czasem moze ich wrecz poniesc. Niosa dobre nowiny, wzbogacaja swiatopoglady i znienacka banalna pogawedka z nimi  przy piwie moze sie zamienic w egzystencjalna refleksje, poruszajaca opowiesc, naukowe dywagacje. To od Golabkow mozna sie dowiedziec o teoriach spiskowych, o NWO, o wszelkich najnowszych New Age'owych trendach, nurtach w psychologii, a wiekszosc z nich wyraznie mowi, ze chce zyc poza systemem, poza korporacjami, kredytami, z dala od wszystkiego, co zniewala czlowieka i odwraca jego uwage od  Piekna, Wolnosci i Istoty Swiata.

Rekiny Glamour
Rekiny - wprost przeciwnie, nie odwracaja sie od przyziemnych przyjemnosci, draza i wyciskaja z nowoczesnosci, ile sie da. Placa, wiec wymagaja. A zarowo wymagac jak i zaplacic moga naprawde sporo. Chca wydac kase i plawic sie w przyjemnosciach, ktore mozna za kapuche nabyc. Fikusne drinki na brzegu basenu, prywatne rejsy, ekskluzywne wille, serwis musi byc na najwyzszym poziomie, tak samo jak i komfort. Piekna, elegancka kobieta zalila mi sie w samolocie, ze w okolicy gdzie spedzala urlop malo bylo ekskluzywnych sklepow, za malo. Kupowala, bo zawsze tak robi,  zamiast magnesu na lodowke woli nowy naszyjnik ub zegarek, lubi poszalec na wakacjach, inwestowala w wycieczki, rejsy, a pomimo opcji all in w kurorcie, jezdzila sobie taksowkami do roznych restauracji w okolicy odkrywac nowe smaki i gdyby mogla, upuscilaby jeszcze wiecej kasy. To Rekiny napedzaja lokalna gospodarke. Sa wsrod nich dyrektorzy i panie prezes, finansisci, managerowie, przedstawiciele wolnych zawodow, ktorzy lubia wydawac kase, jacys prawnicy, lekarze, inzynierowie, hedonisci, te wszystkie dzieci Wolnego Rynku i Konsumpcji, ktorzy maja malo czasu na codzien, a duzo pracy, w czasie urlopu pragna uzyc zycia i zrekompensowac sobie miliony wypracowanych roboczogodzin i stresu. Wymagaja, podnosza standardy, zmuszaja lokalnych uslugodawcow do konkurowanie ze soba i windowania jakosci uslug, bo Rekiny nie podaza ani w strone zachodzacego slonca, jak Golabki, ani tam gdzie okazyjnie, czy promocyjnie. Dla Rekinow czas to pieniadz, wiec wola trwonic to, czego maja pod dostatkiem - pieniedzy, a czas wykorzystuja do maksimum. Rekin jest w tym autentyczny, zasady postepowania z Rekinem sa jasne, a poprzeczka ustawiona wysoko. Rekiny kochaja luksusy, bo zazwyczaj ciezko na nie pracuja. I nie mam tu na mysli bananowej mlodziezy i japiszonow rozbijajacych sie za kase rodzicow. Rekiny nie zdaja sie na przypadek, na "a, sie zobaczy", nawet czas na nic-nie-robienie jest dokladnie zaplanowany. Rekiny zadowolone z otrzymanych uslug potrafia nagrodzic sowitym tipem.

Jest tez trzeci typ, Dulszczak.
Dulszczaki brzydza sie spaniem w namiocie, ale narzekaja na swoj bezgwiazdkowy hotel, ze  jest taki obskurny i bez ladnych widokow, a meble totalnie passe i ze na ich dzialce jest juz lepiej. Jesli napotkasz ludzi robiacych sobie sesje fotograficzne przed ekskluzywnym hotelem, do ktorego jednak nie wchodza - wiedz, ze to Dulszczaki pracuja nad PR, by po powrocie pochwalic sie swoja boska miejscowka. W ksiegarni beda probowali wytezyc swoja malo-fotograficzna pamiec, przegladajac przewodniki i mapy, by nie musiec ich kupowac. Mysla, by troche pozwiedzac (w koncu cos zapamietali z przegladanych mapek), ale nie wynajma taksowki ani auta z wypozyczalni, bo za drogo, korzystanie z publicznego transportu jest meczace, a na skuterze za bardzo wieje i moze byc niebezpiecznie. Za to po urlopie opowiedza sasiadom, jak to nie bylo co robic na tym urlopie, nic do zwiedzania!
Pewien napotkany "Czlowiek Sukcesu" zapomnial swoich Ray Banow w poprzedniej podrozy, bo wlasnie wrocil z jakichs Seszeli, Dubajow czy innych rajow i pytal gdzie w okolicy moze kupic dobre przeciwsloneczne szkla. Pol godziny pozniej spotkalam go w sklepie z suwenirami, gdzie pokazywal ekspedientce ryse na szkle jakichs okularowych podrobek i probowal cos utargowac z ceny na metce: 7 Euro.
W punktach informacji Dulszczaki rozpytuja o lokalne atrakcje i wydarzenia. Kiedy dowiaduja sie, ze w tej i w tej restauracji na plazy bedzie wieczorem muzyka na zywo, strasznie ucieszeni ida tam wieczorem. Z kanapkami i wlasnym winem siadaja pod plotem, za rogiem, 2 m od taverny, sluchaja muzyki, klaszcza i sacza wlasne winko. U organizatora koncertu nie zostawia ani pol Euro, muzykom nie wrzuca ani jednego Euro napiwku po koncercie, za to zostawia po sobie smieci i pety na plazy, a rodzinie i znajomym opowiedza po powrocie, jaka to uboga oferta kulturalna, nie stac tych lokalsow, by zapewnic turystom jakies atrakcje.
W koncu ida raz do knajpy. Zajmuja znakomity stolik, wypytuja kelnera o lokalne smakolyki, czasem nawet chca obejrzec w kuchni skarby morza w procesie przygotowan, zastanawiaja sie, grymasza, az w koncu nie mogac dojsc do kompromisu, zamawiaja talerz frytek i dwa piwa. Kiedy prosza o dokladke darmowego chleba, by wyczyscic nim resztki keczupu i majonezu z talerza, kelner zaciska zeby i przynosi. Po godzinie albo nawet i dwoch czas na rachunek: 8,50 Euro. Kiedy Dulszczaki czekaja na reszte z 10 Euro, kelner juz nie sili sie na najdrobniejsza uprzejmosc. Dulszczaki po powrocie do kraju opowiedza w pracy, z jaka to chamska i prostacka obsluga zetkneli sie w czasie wakacji, az im sie zupelnie knajp odechcialo. No i wogle.

Nie ma nic zlego w skromnych wakacjach, nie ma tez nic zlego w szastaniu kasa, ale dulszczyzna, pozoranctwo, wygorowane wymagania, kiedy samemu sie z siebie nic nie daje - sa trudne do zaakceptowania i jakos nadzwyczaj niestety popularne. Wakacje jako sposob na dowartosciowanie sie. A przeciez takim nic nie pomoze.

Wednesday, August 27, 2014

przypaly zdarzaja sie wszedzie na swiecie c.d.


Ludzie sa, jacy sa. Jestem pozytywnie nastawiona do swiata, 
generalizuje i subiektywizuje, wiec rysowany przeze mnie obraz jawi sie w jasnych barwach. 
Ale hola, hola, niektore przypaly klada sie glebokim cieniem na grecka sielanke. 

Wycyckanie naiwniakow
Mozesz byc naprawde sprytna i obrotna osoba, podrozujesz po wyspie samopas, przygladasz sie z bliska kretenskiemu zyciu w uroczych zadupiach, a czy wiesz, ze oni przygladaja sie tobie? Idziesz na przystanek autobusowy w malenkiej wiosce, znajdujesz! A tam szukasz rozkladu bo cos pamietalas/es, ze autobus powinien byc kolo 15:00 - 15:30, ale nie ma!.. Podchodzi mily starszy pan, pyta lamana angielszczyzna dokad jedziesz, czy czekasz na autobus, odpowiedasz, ze jedziesz do A i tak, czekasz teraz na ten autobus, a pan zalamuje rece, wznosi oczy do nieba i oznajmia, ze ojej, teraz nowy rozklad, wakacje, ostatni odjechal 14:30, tobie usuwa sie grunt spod nog, bo plan/lot/nocleg, a pan mowi, ze ma taxi i moze pomoc. Wiadomo - wskakujesz, jedziesz, taki fuks!  
I nie wiesz, ze kilka dni wczesniej ten mily dziadek zerwal nowy rozklad jazdy, nie dowiesz sie juz, ze oprocz 14:30, autobus przyjezdza rowniez o 16:30, wlasnie dlatego, ze to wakacje i sezon turystyczny. 
A dziadek cycka tak kazdego podroznika: zrywa nowe rozklady jazdy, albo podaje zle godziny autobusow, np. ze ostatni jedzie o 17:00, a odjechal o 16:30 i wtedy ludzie juz nie maja naprawde innego wyboru. 
Moze to jedyna jego metoda dorobic do emerytury, o ile ma jakas, ale i tak - czy to jest ok? Dla mnie przypal. 

poczestunek

- Kasia, Kasia chcesz winogrono?
- Nie, nie dziekuje bardzo. 
- Ale czekaj, ja mam duzo, czekaj, jedno ci dam, jedna taka czesc.

- Patrz - jakie duze, jeden kilo!
- Duze, rzeczywiscie, dziekuje. To twoje? Z domu? 
- Tak! Eeee, to znaczy... w sumie to od sasiada, ale to prawie to samo. 

przypaly zdarzaja sie wszedzie na swiecie


Ludzie sa, jacy sa. Jestem pozytywnie nastawiona do swiata, 
generalizuje i subiektywizuje, wiec rysowany przeze mnie obraz jawi sie w jasnych barwach. 
Ale hola, hola, niektore przypaly klada sie glebokim cieniem na grecka sielanke. Ponizej tylko kilka obserwacji

Przepisy i urzedy, czyli swiat metafor, inspiracji i swawolnych interpretacji
Prosta sprawa do zalatwienia w urzedzie? Zalezy na kogo sie trafi. Zalezy na ile kompetentna, rzeczowa i rzetelna bedzie dana osoba za biurkiem i na ile bedzie sie jej chcialo. 
Skads to znamy, hm? 
Pewien podroznik opowiedzial mi, jak przyplynal jachtem do malej, kretenskiej mariny i poszedl do siedziby policji portowej uiscic stosowna oplate, tak jak to czynil w Turcji, Wloszech itd. A tam pani oficer wyjasnila mu, ze musi z tym i tym drukiem udac sie na druga strone wyspy, 70 km dalej, do siedziby gminy by zaplacic. Facet odwrocil sie na piecie i wrocil wieczorem, na druga zmiane. Nowy urzednik z usmiechem pobral oplate, pokwitowal i pozyczyl milego pobytu (cumowania?), wszystko w 3 minuty, bez zajakniecia. 

Thursday, July 3, 2014

wujek Dobra Rada

Kiedys Radomska popelnila tekst, zartobliwy pean, na czesc Szwagra, co zna sie na wszystkim. Ponad Szwagrem jest jednak jeszcze ktos - a zwie sie Wujek Dobra Rada. Szwagier moze tylko do niego aspirowac.
Wujek Dobra Rada to typ w srednim wieku, ktory wszystko juz przezyl, wszedzie byl, nic go nie zaskoczy, bo wie wszystko lepiej. Czasami rzeczywiscie bywa pomocny, ale przy tym ciezkostrawny.
Zawsze ma cos do powiedzenia i bynajmniej nie sa to pytania, sugestie, refleksje. Takich Wujek Dobra Rada nie miewa, on wydaje jedynie autorytarne sady ostateczne.

Tak bylo w przypadku Wujaszka-budowlanca, ktory instruowal mego znajomego nt nostryfikacji dyplomu z medycyny. Mlody zdradzil, ze sie zastanawia nad wyjazdem za granice, teraz jak UE i w ogole, ale ze sa takie i takie obostrzenia i cos tam, juz nawet nie pamietam, bo Wujaszek Dobra Rada szybko mu przerwal i strescil historie kuzyna szwagierki jego bylej dziewczyny, co za PRL to sobie organizowal i juz moj znajomy mial podany caly plan, jak to zrobic i co jest wazne. 

Inny Wujaszek dobra rada musial mnie wyprowadzic z bledu, bo mimo, ze mieszkam tu gdzie mieszkam (niedlugo, ale juz troche..), to nie znam realiow, jak to jest naprawde z tymi Grekami, bo on byl kilka razy na Krecie i wie dokladnie, mial ol inkluziw w Malii i se pogadal o polityce, ekonomii i ma cale case studies w malym palcu.

Milion lat temu inny Wujaszek z malzonka byl u znajomych, ktorzy nabyli w Pewexie pierwszy kolorowy Sony Trinitron, ale nie wiedzieli jak zaprogramowac cale to ustrojstwo, Wujaszek dorwal sie i spedzil na kleczkach godzine, wciskajac wszystko po kolei, co sie dalo, a malzonka przewracala oczami, szeptajac, ze  w sumie nie wie, co z tego wyjdzie, bo oni maja Rubina i jej malzonek nigdy takiego telewizora na oczy jeszcze nie widzial..

Spotkalam kiedys parke na wczasach w greckiej wiosce, ona ciekawa lokalnego swiata, zadawala mi rozne pytania co gdzie jak, jej Dobra Rada przewracal zniecierpliwiony oczami z kolei, bo on bywal w Turcji, zna Turcje, tam to dopiero maja folklor, tu juz tego nie ma i sie nie znajdzie..

Znajoma kiedys przyprowadzila chlopaka do rodzinnego domu na zapoznawczy obiad. Jej ojciec to byl prawdziwy Wujszek Dobra Rada, ale tez i prawdziwy obiezyswiat.
Pech chcial, ze jej wybranek byl takim mlodocianym, przyszlym Wujaszkiem, zaczal sie temat podrozy i chlopak chcial sie pochwalic niesamowita wakacyjna wyprawa w nieznane do Holandii, ale ze podraznil starego i wszedl w kompetencje doroslego Wujaszka, to go ten zniecierpliwiony podsumowal:
-A, w dupie byles, gowno widziales.

Wujek Dobra Rada to bardzo typowy Polak, mowi duzo i glosno, kazdy temat podchwyci i zdominuje. Musi sie wykazac i blysnac. Testosteronik buzuje, zwlaszcza po whisky z cola, czy wodeczce z oranzada.
Powoli odkrywam, ze zdarzaja sie Wujaszkowie i w innych nacjach, choc nie tak licznie.
Zawsze jednak tak samo irytujacy.

Nieruchawy Belg z nadwaga zna Krete na wylot i tlumaczyl mi, ze nie da sie tu jezdzic na rowerach, ze kilkaset zachwyconych osob musi byc w bledzie i sie nie znaja.
Austriacki sezonowy przewodnik wycieczek tlumaczyl mi, jak to jest niebezpiecznie na greckich drogach, ale gdy go zapytalam, czy kiedykolwiek jezdzil samochodem poza sezonem, gdy nie ma turystow i na drogach sami Grecy, okazalo sie, ze nie, nigdy.
Pewien nauczyciel wyjasnial mi, ze niejedzenie miesa bywa zgubne, bo pokazuja jakies badania na niedozywionych dzieciach w Afryce i w Ameryce Poludniowej, ktore nie maja miesa w jadlosposie,  ze doprowadza to do jakichs form uposledzenia intelektualnego.
A ile razy, to juz nie zlicze,  rozmaici milosnicy landszaftow z jelonkiem uczyli mnie wlasciwej sztuki, udowadniajac, ze zmarnowalam kilka lat, bo przeciez uniwersytecki dyplom z historii sztuki nic nie znaczy.

Osci-madrosci, mam nadzieje, ze mozna sie tym czasem zadlawic i ucichnac.

Sunday, June 15, 2014

goscinnosc po niemiecku

-A, ostatnio ciut przybralam na wadze, musze sie pilnowac.
-Cos ty, nie widac! No, moze ze 2-3 kilo, nie wiecej. 
-No, za to ty to powinienes zrzucic dobre 5 kilo, no wiesz, bo teraz to tak ciut za duzo...Komus jeszcze kawalek ciasta?

Chyba tylko na niemieckim wieczorku pt. "Apfelkuchen" zaproszona osoba moze uslyszec taki tekst od gospodarza i nikt z zaproszonych Niemcow i Holendrow nie wylapie tego jako przewrotnego przytyku. No, poza mna.

Sunday, May 11, 2014

galeria postaci

Ponizej opis kilku typow,  z ktorymi sie zetknelam. Tylko maly wycinek galerii oryginalow, ktorych mozna tu napotkac.

JULIUSZ
Przybyl  z wielkiego swiata jesienia, do miejsca, w ktorym kiedys spedzal szalone wakacje.
Teraz, wymeczony zyciem, umierajacy na raka - chcial wrocic tam, gdzie byl szczesliwy.
Widac, wiekszosc zycia zmarnowana, skoro trzeba wrocic do punktu wyjscia sprzed 3 czy 4 dekad.
Fotoreporter, dziennikarz, wszystkie konflikty zbrojne byly jego.
Szarmancki, w stylu amanta, a pod bialym kapelusikiem skrywa bagno i capi perwersem, takim wulgarnym, werbalnym natretnym perwersem.
Ma trzy corki, kazda innej narodowosci, urodzona w innym kraju, wszystko widzial, wszystko wie, ma polskie korzenie i bardzo mi chcial cos poopowiadac.
Nie dalo sie tego wytrzymac. Przedstawial sie ze trzy razy, za kazdym razem na nowo i z nowa twarza,  bo zawsze tak pijany, ze nie pamietal, ze juz wczesniej nie chcialam z nim rozmawiac. Znalazl jakiegos kompana, wspolnie brali jakies badziewia i zapijali alkoholem.
Wiecznie w bolach, jak nie rakowych, to egzystencjalnych. Moze chory, a moze po prostu wymyslil sobie taki image.
Takie wizerunek samotnego, umierajacego romantyka..  Uwaga srodowiska, pomoc i wspolczucie - zapewnione. No i mozna sobie pouzywac.
Ostatnim razem pojechalam po bandzie. A przynajmniej probowalam:
-Nie dosiadaj sie, nie chce z toba rozmawiac, wspolczuje ci, ale spadaj!
Ani w liceum, ani na studiach nie imprezowalam w tak zalosny sposob,
wiec teraz tym bardziej nie mam zamiaru bratac sie i belkotac z nacpanym dziadyga!!
Byl na takiej fazie, ze niestety nawet do niego nie docieralo.
A ze podobne przyciaga podobne, to oczywiscie bylo wiadome, ze bedzie mieszkac u Smierduchy.

SMIERDUCHA
Kiedy zobaczylam ja po raz pierwszy, myslalam, ze uposledzona. Pomagalam zbierac rozsypane zakupy na ulicy.
Potem slyszalam, ze po prostu specyficzna, ale wielki mozg, dobre serce. Ze normalna zupelnie.
Probowalam z nia rozmawiac, skoro ma pensjonacik, w dobrym miejscu, myslalam, by kogos ze znajomych tam ulokowac.
Losie, oj losie, na szczescie zrezygnowalam z tego pomyslu w pore.
Nie mozna oceniac ludzi po pozorach, ale pensjonacik, z ktorego ludzie uciekaja po pierwszej nocy, zaniedbany, zapaskudzony, zapuszczony - mowi sporo o wlascicielu.
Smierducha moze ma nierozpoznany  syndrom Aspargera, moze jej rodzice byli bliskimi kuzynami, podobnie jak ich rodzice  - to nie wina Smierduchy,
ale ze jest leniwa, plotkujaca brudaska, ktora narzeka na brak gosci, a nawet nie posprzata - to jej wina.
Pierdzi publicznie, nosi resztki jedzenia w kacikach ust, miota kosymi spojrzeniami i plotkuje.
Kiedy widze, jak powolnym krokiem buja sie od jednych do drugich, takie rundki towarzyskie, od switu, calymi dniami, powolnym, kaczym chodem, to mam ochote kopnac ja w ten tlusty zad.
Masz babo kilka pokoikow z wielkimi balkonami, w pieknym miejscu, wlasne, swoje, odziedziczone - i taka perelke puscilas w kanal!!!
Nie trzeba wiele kasy, tylko pomyslunku, pracy. Kwiaty, donice, odswiezajace malowanie i porzadek!
Jak mozna miec cos i tak zaniedbac ? tak olac?!? tak nie docenic?
W glowie mi sie nie miesci. Ale unikam baby, jak ognia.

Podobnie zaczelam po zimie unikac
WANDY
To Wandzia mi opowiadala o Smierdusze, jaka to oryginalna persona, taka filozofka prawdziwa,  filozofka zycia. Ze Smierducha zna trzy jezyki. Moze, ale jak z nia raz rozmawialam, pierwszy i ostatni raz, to na post-klimakteryjnym wasiku miala resztki czekolady.
Brudna paszcza - to pozory, czy juz prawdziwe oblicze niechlujstwa?
Ale wrocmy do Wandy.
Jest mila babka, w srednim wieku,  bystra i wesola. Artystyczna dusza. Artystka. Zawsze usmiechnieta. Ma ciekawe historie do opowiedzenia.
Ale po 3 razach okazuje sie, ze plyta leci ta sama. I ze to longplay.
Kiedy tylko zdola schwytac ofiare w swe szpony, nie puszcza. Saczy swe opowiesci jak pajeczyca paralizujacy jad. Nie  da sie z nia spotkac w szerszym gronie, bo Wanda potrzebuje ofiary oko w oko, dla siebie, by nia calkowiecie zawladnac. Nie interesuje jej, co druga strona chcialaby dokonczyc.
Tak tak, Wanda to dobrze zna, miala tak samo, tez tam byla, tez to przezyla, ale i to jak! hoho,  tak to bylo:....
I  bywaj! wtopiles!

Za to dzien bez Wesolego Jasia, to dzien stracony.
WESOLY JAS ma moze 60 lat. Ogorzaly, niepozorny stary rybak.
Zawsze usmiechniety, pozdrawia z daleka, w biegu. Zawsze u niego dobrze.
Jak swieci slonce - dobrze, bo mozna ruszac na polow, jak pada - dobrze, bo mozna odpoczac.
Widuje go kilka razy dziennie, gdzies mija, przechodzi, przesuwa sie. Taki staly element pejzazu, zawsze w ruchu. Zawsze pojawi sie tam, gdzie jakies dziewczyny, babeczki, do ktorych mozna sie pousmiechac. Ale - wszystko w normie, zadnej nachalnosci.

Inaczej troszke, niz jego syn.
PIATY SYN RYBAKA, ktoremu brak piatej klepki.
Troszke pomylony, gdy wypije, zyskuje rezon i probuje zagadywac. Wowczas nawet Grecy nie moga go zrozumiec.  Ale Piaty Syn Rybaka ma dobre serce, duzo czasu spedza na morzu i bardzo dba o swoja lodeczke.
Zawsze ma za krotkie spodnie. Gdyby byl wysoki - mozna by to zrozumiec.
Ale jak ma sie metr piecdziesiat w kapeluszu, to posiadanie za krotkich spodni jest juz wyczynem i swoistym stylem.
Nigdy nie mialam z nim klopotu, zawsze grzeczny, choc podobno troszke ma problem z kosmatymi myslami i lubi bujac sie na klifach, ponad dzika plaza nudystow, by podgladac gole baby. Moze to prawda, przy lekkim uposledzeniu i duzej niesmialosci - wcale by mnie nie dziwilo, ale
 ze slyszalam o tym od Schizofrenicznej Krolewny, to biore w nawias.
Bo Krolewna lubi obsmarowywac ludzi, a im bardziej obsmaruje innych, tym lepiej poczuje sie sama ze soba.

SCHIZOFRENICZNA KROLEWNA z WYSOKIEJ WIEZY
Przyjechala z dalekiego, wspanialego kraju. Wysoce edukowana, na wysokim poziomie, z wysokim mniemaniem o sobie.  Myslalam, ze mozna sie przyjaznic, wspierac, owszem byla taka namistka, ale podstawa jest kasa, kasa i publicznosc. Bycie publicznoscia.
Ze wszystkich ludzi, ktorych poznalam na Krecie, byla jedna z pierwszych cieplych, pomocnych osob. Niestety osobiste zachwiania i problemy nie pozwalaja jej normalnie pracowac, a obslugiwanie gosci, wiaze sie z serwowaniem im rozmaitych osobistych dramatow, zlosliwych anegdot i wybujalego wlasnego ego, ktore w wiekszej ilosci jest po prostu niestrawne.
Kiedy ma dobra faze, jest mila, dobrze pracuje, kocha meza. Kiedy zaczyna dziac sie zle, wszyscy zostaja umoczeni w historie o agresywnym mezu,  o jej strachach i bolaczkach, o prosciuchach, ktorych tu pelno na okolo, o jej samotnosci przez to, bo nie ma rownych jej osob w towarzystwie.
I tak od kilkunastu lat, jak sie okazuje.
Rozmowy o innych wiaza sie z deprecjonowaniem tych osob, przewracaniem oczami, jakie to czy tamto slabe, kiczowate, wtorne, plytkie, tepe.
Za dnia Krolewna jest wyniosla, zdystansowana, usmiecha sie wyrozumiale lub z politowaniem unosi brew. Swietnie pracuje i bryluje w swym krolestwie.
Kiedy wjedzie wieczorem pierwsza lampka wina a potem kolejne, maska opada.
Krolewna robi sie smutna, zdolowana, zlosliwa, czasem placze, gubi sie w gosciach i rachunkach.
Ale zawsze skasuje grubo, albo i z gorka. "Przyjaciolom"-stalym bywalcom  nie odpusci 50 centow z duzego rachunku. Chyba, ze najwidoczniej, ja sie mylnie uwazalam za jakas blizsza, dobra znajoma..
Zyskuje tez na animuszu i potrafi zaserwowac kasliwe komentarze. Albo obcesowo splawiac lokalsow, bo turysci wazniejsi. 
A jak mieszkasz w malej miescinie, to podstawa jest wspierac sie wzajemnie.
Tu, gdzie wszyscy sie znaja, wspolpracuja ze soba i konkuruja, podstawa jest zyc, a przynajmniej starac sie zyc w porzadku w stosunku do sasiadow.  Spokojnie, poprawnie i w porzadku i pomagac sobie wzajemnie.  Tak ja uwazam i wiele innych osob, az pojawil sie taki jeden, co postanowil naiwniakow pieknie zrobic na szaro.

PIEKNY FILIP
Przyjezdzal tu na wakacje, szastal kasa, zarzucal blond grzywa, wyprawial imprezy na kilka tysiecy euro i blyszczal. Tak mu sie tu podobalo, ze po kilku takich latach postanowil osiasc tu na stale.
Przyjechal z biznesplanem, prospektami, wynajal eleganckie lokum i wypasiona fure. I zaczal uzywac zycia. Tyle, ze na cudzy rachunek.
Tu od kogos cos pozyczyl, bo przed sfinalizowaniem kontraktu mial finansowy dolek, tu musial tyle zainwestowac, ze przeinwestowal, ale to tylko chwilowo. Tu brak kasy, bo mu sie inwestycje przedluzaja przez jakies glupie greckie procedury.
Przez prawie dwa lata udalo mu sie miec wakacje zycia, na rachunek sporej grupy znajomych.
Ludzie najpierw sie nie afiszowali z pozyczonymi Pieknemu Filipkowi pieniedzmi, ale minal rok, a tu facet nic, nie sfinalizowal niczego, minela zima, nic nie ruszylo. Ktos kogos zagail, jak ten Filip w sumie daje rade, skad ma kase na zycie i co robi, by sie utrzymac - i tak  sie posypalo.
Puszka Pandory zostala otwarta. Ludzie zaczeli podsumowywac i zliczac. I gadac.
Pomiedzy pechem, finansowa wtopa, zla decyzja a stylem zycia polegajacym na wiecznym pozyczaniu kasy, i brakiem normalnej pracy poza "pisaniem kolejnych projektow" jest wielka roznica.
Kiedy zrobilo sie naprawde goraco, Filip znikl. Uciekl.
Znalazl ostatnia pomoc w postaci jakiegos naiwniaka, ktory mu zasponsorowal bilet do kraju pochodzenia.
Arogancki bankrut, najlepszy pozer i sciemniacz, jakiego w zyciu poznalam. Kwoty, ktore pozyczyl, prace innych, za ktore nie zaplacil, rachunki za mieszkanie, samochod, prad, zakupy na kreche w marketach okolicznych - poszlo w dziesiatki tysiecy Euro. Kilkadziesiat osob naciagnietych, dlugow: - siedemdziesiat tysiecy z gorka.
Dzieki Pieknemu Filipowi zorientowalam sie jednak, jak wielu ludzi tutaj wokol jest skorych do pomocy i dawania wsparcia.
Cala masa mieszkancow. By podwiezc, dac cos na kreche, zaoferowac prace, dac zarcie, zaprosic do domu, zrobic zakupy.
I to jest piekne. I najwazniejsze.

Saturday, January 11, 2014

Dlaczego to zawsze kobiety...

Napisalam to tak niedawno, choc juz wczesniej krecil mi sie temat po glowie.
  • zastanowic sie kto w zwiazku jest madrzejszy:
Baska, ryczaca szescdziesiatka, "kuzynka" Sophii Loren rzekla mi:
"Sekretem zgranego zwiazku jest to, ze jedno musi byc nieco glupsze od drugiego. I nie chodzi o dumb, tylko silly. Jedno bedzie czesciej ustepowac i zdawac sie na drugie. Inaczej zwiazek partnerski przerodzi sie z czasem w pole walki."
Poczatkowo latwo isc na te kompromisy. Z czasem coraz trudniej odpuszczac. Trza sie zastanowic wiec - czy ja, czy on. Kto tu tak naprawde jest madrzejszy? Kto jest glowa, a kto faktycznie szyja do jej krecenia? (no dobra, nie musze podpowiadac, ze juz sam fakt zadawania sobie takiego pytania rozwiewa watpliwosci, nie? ;) 
Moja przyjaciola pewna ma w rodzinie swietnego faceta - przystojny, ogarniety, pracowity, oddany ojciec i wyglada na to - ze i dobry maz. To, na czym wielu ludzi wokol debatuje od lat to: jak to sie stalo, ze taki fajny facet zwiazal sie taka glupiutka dziewczyna?? Ladna, mila, ale panna zagubiona, wszystko ma podane na tacy, ale nie ogarnia. No i lepiej nie zagajac do niej z wyzszej polki. Jak uslyszalam opowiesc Baski, doznalam olsnienia - towarszyska tajemnica ostatniej dekady sie rozwiazala - ta niby nierozgarnieta dziewczyna jast taka madro-glupia, dzieki jej niefrasobliwosci, niezorganizowaniu i gulowatosci jej maz ma szanse zawsze byc dzielnym rycerzem i nikt go w tej roli nie sabotuje! Nikt nie spycha z piedestalu! Nie podwaza i nie paralizuje gniewna retoryka. Laska jest na to za glupiutka, wiec on jest spelnionym numero uno Alfa, a ona ma swiety spokoj, (niby) dwie lewe rece - wiec i caly swiat do pomocy.
A zaledwie napisalam,  to zaraz przypomnialy sie pytania stare jak narzekania kobiet na calym swiecie:
-Ale czemu to MY zawsze musimy ustepowac? Czemu te wszystkie poradniki, Kobiety z Wenus, Dlaczego mezczyzni kochaja zolzy?, te cuda psychologiczne, zawsze wskazuja na kobiete, ktora ma byc emocjonalnym kameleonem, wyrozumialym i tolerancyjnym.
Jak mawia moja pyskata przyjaciola:
-Czemu to, kurwa, JA mam sie zamknac? Czemu to JA mam zacisnac zeby?
-Czemu to JA mam odpuscic?!?

EUREKA ! 

Dlatego, ze mozemy. Kobiety potrafia byc wredniejszymi manipulantkami i wbrew pozorom latwiej im przychodzi ukrywac emocje i intencje. Przynajmniej w moim zyciu ta tendencja tak wygladala. (Nie do konca?... a jak wygladaja rozgrywki w biurach? Lepiej podpasc chamskiemu ziomkowi, czy podstepnej intrygantce, hm? Kto wykopie pod ofiara glebszy dolek? A komu babcia powiedziala: "Kasia, pamietaj, pokorne ciele matki ssie." ?? )
Poza tym, MY - kobiety mozemy odpuscic, bo od tego nie zalezy sens naszego zycia, korona z glowy nam nie spadnie, ego nie struchleje, wlos nie osiwieje.
Nasza ambicja jest efekt, a nie ustawiczna walka.

Jak z piciem alku (poza oficjalnym alkoholizmem): kobiety pija razem, bo sie lubia i robia to dla klimatu. Faceci beda zlopac, lykac szoty, zalewac robaka, by pokazac, kto ostatni utrzyma sie na nogach, przepija nawet z kims, za kim nie przepadaja, ale przeciez to wyzwanie!

Zauwazylam, ze tak naprawde, czesciej, duzo czesciej chodzi mi o to, by dostac czego sie pragnie, miec zalatwione to, czy tamto, tak a nie inaczej zorganizowany czas,
a nie wiecznie walczyc o to, o racje, o ostatnie slowo i spierac sie w retorycznych pojedynkach.

Mamy tyle rzeczy, z ktorymi trzeba sie zmagac kazdego dnia jak np:
z cellulitem, zmarszczkami, kacem, rozdwojonymi koncowkami, korkami na miescie, wyscigiem z czasem a lista To-do,  etc...
i scierac sie jeszcze do tego z partnerem?...Uff..Po co?
Ale przyznaje sie - z rozpedu sama probuje i sama dyscyplinuje sie coraz czesciej:
Nie: WALCZYC  Z... 
ale walczyc O.....


Friday, August 10, 2012

sierpniowa wizyta w Polsce

Bylam niedawno 3 dni w PL. Cichaczem, na cichy slub. Piekna pogoda, kilka bliskich osob, starych znajomych, kilka niezwykle waznych miejsc, zamotanych w naszych historiach.
Tu slub i ciaza, tam "tylko" ciaza,  a tu dzidzia rosnie jak na drozdzach. Zmiany, pozytywy, nic, tylko trzymac kciuki. Intymne refleksje pozostawie sobie. Napisac tylko mozna, ze sie ciesze, bo tym, co sie dobrze dzieje, to sie nalezy i za to kibicuje calym sercem.

To, co zobaczylam pierwsze, jaskrawe na ulicach miasta - to sexowne laski.
Obojetnie, czy tandetnie stuningowane penery, czy wystylizowane hipsterki - wszystkie w mini, szortach, zrobione, lepiej lub gorzej- ale wymalowane, opalone, wyexponowane, buty na korkach, platformach, kolorowy mani-pedi i blyski bizuterii. To odroznia Polki od Niemek - u ktorych w slowniku nie istnieje pojecie sexowy image, sexappeal, kobiecosc. Sa dobrze ubrane, ale naturalne, zadbane, ale nie zaprezentowane, nad atrakcyjny wyglad - przedkladaja wygode, unisex i neutralnosc. mowa o widoku na ulicach ofkors.

A jazda ulicami miasta oczywiscie pelna emocji. Jesli jestes ze Szczecina i nie wiesz jak sie jezdzi Niestachowska, nie szkodzi, wyprzedzaj takich nieudacznikow jak ja, jadacych 85km/h przy ograniczeniu do 80km, cisnij, zwlaszcza jak z przyczepa lecisz na wakacje. A jak zjazd  nagle wyskoczy, no to co, zajedz droge na cwaniaka, zamiast zwolnic. Male auto - w ktorym jade - przeciez nieszkodliwe.
A jak jestes laska z rejestracja PZ ... to wbijaj smialo na Rondo Solidarnosci. Nie musisz wcale wiedziec, ze jak ci zrobili psikusa i wylaczyli swiatla, to ZASADY WJAZDU na rondo sie ZMIENIAJA!
Piekne ulice, skwery, nowe zadbane trawniki, nowe swiatla i rozjazdy. Tak, Poznan jest naprawde ladny. Ale widac, najpierw zmienia sie ekonomia, infrastruktura, warunki zewnetrzne.. a na poprawe mentalnosci, cwaniactwa, kozaczenia..przyjdzie jeszcze dlugo poczekac.
W jednej z poznanskich kawiarni zamowilam koktajl. Dostalam rozmieszane z woda pol kubeczka jogurtu z kilkoma pestkami dyni i taka iloscia pietruszki, jak zostaje na nozu po szatkowaniu naci. Za 12 PLN.
Na szczescie w Czekoladzie jakosc pietruszkowej lemoniady sie nie zmienia.

Zmienily sie za to ceny za kibel na dworcu PKS. Pan mowi:
- 3 zlote.
a ja - ze  - dobry zart, ale na serio-ile?
Pokazal mi cennik. Szok. 3 zeta???
Lubie to miasto generalnie, lubie moich ziomkow, lubie widywac znajome twarze i podazac swoimi sciezkami. A ze co jakis czas dopada mnie dziwne uczucie, ze ktos probuje mnie wyjebac na kase,  naciac na bubla, wcisnac kit, zrobic w bambuko?...Ten niekomfortowy stan, ze trzeba sie pilnowac na kazdym kroku, studiowac jak litanie kazdy paragon, przeliczac reszte jak ksiadz drobne na tacy, upewniac sie piec razy, co przyniesc do urzedu, by zalatwic sprawe chociaz za drugim razem.. no coz, czekamy na zmiane mentalnosci.. Te najzasiedzialsze cechy (smiem wyrazac nadzieje-wyssane z mlekiem komunizmu, a nie -matki) musza jakos przeciez w koncu zblaknac... wyrownac sie do jakiegos przyzwoitego poziomu przyzwoitosci!!!
Mieszkajac w PL mialam to uczucie, ze zyje w swoim wlasnym swiecie,  mam swoich przyjaciol, sklepy, rytualy, ze mam generalnie duzo szczescia do ludzi na poziomie, do sasiadow, szefow, pracy, lekarzy, taksiarzy.. ze zyje jakims cudem w takim fuksiarskim, ochronnym balonie. I tylko od czasu do czasu  nastepowalo zderzenie swiatow w urzedach, sklepach, ulicy.. gdzie musze spotykac i radzic sobie z ludzmi, ktorych nie wybieram i nie mam na okolicznosci wplywu. I wtedy szok. 
Taka scenka: Ide kiedys ulica, jakis koles przy chodniku naprawia auto, rozgrzebany wokol stuff, otwarta maska, drzwi, wiec zwolnilam, zeby go jakos bezpiecznie obejsc, mijam. I slysze z okna budynku na przeciwko:
-Ty tam koncz naprawiac to auto i mi sie za kurwami nie ogladaj!!!
Wywieszona w oknie, pofarbowana na czarno, solarka najwidoczniej pilnowala swego faceta. A tekst o kurwie - to bylo o mnie. Obejrzalam sie, co wywolalo dalsze jakies bulwersacje.

Takie przenikanie plaszczyzn roznych form egzystencji nastepowalo od czasu do czasu. Z perpektywy kilkuset kilometrow interakcje wydaja sie jeszcze jaskrawsze.  I bolesne. I abstrakcyjne. A im bardziej abstrakcyjne, tym mniej bolesne, bo sci-fi nie dotyczy reala, ale jesli tego typu akcje zachodza wlasnie w realu, no to koniec koncow robi sie dramatycznie. Na podgladanie polskosci z daleka zostaje mi przefiltorwany fejsbuk i newsy od znajomych. Bo portale, bombardujace informacjami o kolejnych dzieciobojczyniach, dziaciatych ksiezach, upadajacych i oszukujacych firmach i o nowych celebrytach - "gwiazdach" wschodzacych na firmament za pomoca wszczepow z sylikonu czy kawalka golej dupy, to juz tylko bol.  Doszlo do sytuacji, ze wlasny kraj wole ogladac z perspektywy fejsa niz portali dziennikarskich. Dziekuje znajomym, przeklinam podly mainstream.